Geoblog.pl    przedsiebie    Podróże    Etiopia, Dżibuti 2009    Najwiekszy sekret Afryki
Zwiń mapę
2009
25
paź

Najwiekszy sekret Afryki

 
Dżibuti
Dżibuti, Djibouti
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 7261 km
 
Skoro swit mielismy samolot do Dzibuti. Dokonalismy rzeczy rzadko dokonywanych, a mianowicie dojechalismy na lotnisko minibusem z duzymi plecakami. Kosztowalo nas to troche zaparcia i 12 Br, a taxi to wydatek 70-100Br.
Jak dolecielismy na miejsce, to uderzylo nas gorace powietrze, jak grom z jasnego nieba. Upal niemilosierny, lepki pot zalewa oczy, ubrania kleja sie do ciala i tak cala dobe.
Czytalismy w Polsce jeden artykul o Dzibuti - byly tam same ochy i achy. A tu dzis rozczarowanie.
Generalnie jest bardzo brudno na ulicach, smieci walaja sie tonami, na dodatek ludzie nie mowia kompletnie po angielsku - dwa slowa sprawiaja im duzy problem. Uzywaja tu jezyka arabskiego i francuskiego. Oslawione stare miasto to maskryczne rudery.
Francuzi trzymaja lape na Dzibuti, choc nie majuz kolonializmu, to bedac tutaj wydaje sie nam ze on jest. Budynki w dobrym stanie to tylko ambasady i przylegle do nich rezydencje. Biali woza sie super furami. Sklepy jesli sa to zalewaja je towary z francji od wody Perrier po serek Cammembert. Jezykiem urzedowym jest francuski i komus zalezy zeby ludie nie uczyli sie tu angielskiego, bo tak pewnie wygodniej francuzom.
Nie zalezy im tu na turystach, ceny sa masakryczne: placimy 7700 frankow tj. 44$ za nocleg w jednym z najtanszych hoteli. Jedzenie drogie jak cholera, wszystko drogie, poza lokalna woda i oczywiscie cocacola.
Nie miesci nam sie w glowie, jak w takim kraju trzeciego swiata, moga miec tak wysokie ceny. Kto ma w tym interes? Czytalismy w Polsce ze Dibuti to najwiekszy sekret Afryki i jest to prawda.
Nie wykupilismy zadnej wycieczki, bo ceny sa bardzo wysokie w porownaniu do atrakcji, np. wycieczka nad slone jezioro to wydatek 80-100$ za osobe. Kontrole nad biurami podrozy ma francuska mafia, a nie ma transportu publicznego w ciekawe miejsca. To tyle rozczarowan, generalnie jestesmy w szoku, smierdzi kolonializmem i brudem az huczy;)
Republika Dzibuti jest wielkosci polskiego wojewodztwa, a w samej stolicy Dzibuti city zyje 400tys. ludzi z 700tys w ogole. Panstwo utrzymuje sie glownie z oplat portowych ktore wnosza inne kraje za korzystanie z niego.
Widzielismy tu wojska francuskie, amerykanskie a takze niemieckie, hiszpanskie, a nawet japonskie. Wszyscy chca miec tu wplywy ze wzgledu na strategiczne polozenie.
Glowna religia jest tu islam (ponad 90%), ale tez widzielismy koscioly chrzescijanskie. Widac bardzo duzo wplywow francuskich: np. od sniadania po kolacje wszystkie dania je sie z bagietka - nawet kebab;), mundury stylizowane sa na francuskie, administracja rowniez.
Zycie toczy sie z rana, a potem zamiera, zeby znowu obudzic sie po 16 i tak do poznej nocy. Tylko muchy caly dzien dokuczaja od rana do nocy.. Leca do oczu, ust, sa natretne jak diabli.
Z innej beczki, to dzis prawie wyladowalismy w wiezieniu bo usiedlismy w cieniu przed palacem prezydenckim, patrzylismy w przewodnik, gdzie isc dalej, chcielismy te odpoczac od upalu. Nagle podszedl do nas jakis wojskowy pierdziel wymachujacy rekoma i cos gadajacy. Zrozumielismy tylko palac prezydenta, my swoje po angielsku on po francusku. Kazal nam isc ze soba, a byl na tyle bezczelny ze nie pozwalal nam isc przy plocie w cieniu, tylko po drugiej stronie drogi w sloncu ( bo dalej od palacu). Adrian z usmiechem na twarzy olal go.. Zaprowadil nas pod jakas wartownie przy wejsciu i co chwile przyprowadzal kolejnego zolnierza ktory znal o dwa slowa wiecej po angielsku od poprzedniego. Z usmiechem, spokojnie tlumaczylismy, ze jestesmy turystami z Polski i chcielismy odpoczac w cieniu przed dalsza droga. W koncu nas puscili, a dobrze wiedzielismy ze to jest ten palac i nie wolno robic zdjec, ale do glowy nam nie przyszlo ze mozemy byc zagrozeniem dla marionetkowego prezydenta, ukrytego za wielkim plotem w wielkim palacu. Nie robilismy zdjec aby nie podpasc, a i tak podpadlismy ;) Smialismy sie, ze malo brakowalo, a ogladalibysmy kwadratowe slonca przez kraty w tutejszym wiezieniu. A tak na powaznie, to za pierdole mozna tu trafic za kratki. Nawet w przewodniku jest informacja ze tutejsza sluzba bezpieczenstwa jest przewrazliwiona.
Trudno jest tu robic zdjecia, nie wolno urzedom, portowi, bankom, a i ludzie tez nie sa zadowoleni kiedy wyciaga sie aparat. Dzis malo nie oberwalam pusta puszka, za to ze wymierzylam aparat w strone pewnego pana...
Wieczorem wymienilismy kase: 10$ to 1770 frankow, zjedlismy kebaba w bagietce, pokrecilismy sie po "centrum". Brud, smrod, balagan i bieda za ceny masakrycznie wysokie. O co tu chodzi? Oto najwiekszy sekret Afryki.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (4)
DODAJ KOMENTARZ
Ola.B
Ola.B - 2009-10-26 20:23
Jak by was do paki wsadzili to by dopiero było.MASAKRA:)))Ja z tymi muchami to bym chyba SZAŁU MEGA dostała,nic mnie tak nie irytuje,jak bzykajaca much koło ucha:))Buzi buzi
 
przedsiebie
przedsiebie - 2009-10-28 17:22
Olu, tu z tylu powodow kazdego dnia mozna dostac szalu, ze szkoda pradu na ten szal, czy to z powodu much, czy tez z innych powodow:) Tu trzeba wiesc zycie spokojne, tak jest najlepiej dla naszego serca.
 
EGR57
EGR57 - 2010-10-22 09:19
Malo sie slyszy w Polsce o tym kraju.Czy jest on wart zobaczenia?
 
mirka66
mirka66 - 2010-10-22 09:23
No to dla turystow niewesoly kraj.Ale zobaczyc go chyba warto.
 
 
przedsiebie

Ania i Adrian
zwiedzili 38.5% świata (77 państw)
Zasoby: 620 wpisów620 1290 komentarzy1290 4344 zdjęcia4344 14 plików multimedialnych14
 
Nasze podróżewięcej
02.11.2019 - 29.11.2019
 
 
11.12.2018 - 30.01.2019
 
 
31.10.2017 - 15.12.2017