Geoblog.pl    przedsiebie    Podróże    RPA, Botswana, Zimbabwe, Mozambik 2016    Jedenaście
Zwiń mapę
2016
19
gru

Jedenaście

 
Zimbabwe
Zimbabwe, Mlibizi
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 11219 km
 
W nocy znowu przeszła burza, potem jeszcze padało. Obudziły nas pawiany, które ganiały się po dachu łazienki. Ale to są szkodniki afrykańskie.:-) Po śniadaniu ruszyliśmy w stronę kampingu Sinamatella. Po wczorajszej wycieczce mamy trochę stresa jaka to będzie droga. Oczywiście była z kałużami i błotem, ale udało nam się przejechać bez zakopania, choć trochę nami rzucało na lewo i prawo. Samochód mamy brudny jak cholera. Dziś nie był nasz dobry dzień, bo po drodze w ogóle nie wiedzieliśmy dzikich zwierząt. Ani jednego słonia czy żyrafy, tylko kilka antylop. Jesteśmy lekko zszokowani, bo tak naprawdę to nie wiemy, jaka jest tego przyczyna. W innych Parkach były zwierzęta, i też była pora deszczowa. Ten park jest naprawdę mega wielki więc... Wiemy, że mają tu problem z kłusownictwem, ale nie wiemy czy tyle zwierzaków już zabili, czy one tak się boją. Fakt że są bardzo płochliwe, ale nigdy jeszcze nie mieliśmy tak kiepskiego dnia. Decydujemy się że nie zostaniemy tu na noc, tylko jedziemy dalej. Po dojechaniu do kampu zatrzymaliśmy się jeszcze koło "restauracji" aby rzucić okiem ze wzgórza na piękną dolinę. Obok nas stali biali turyści ( pierwsi od dwóch dni) z Zimbabwe i pokazali nam lwa, który leżał pod drzewem w dolinie. Wzięliśmy lornetkę, aby chociaż lwa na koniec zobaczyć. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy zaczęliśmy dostrzegać kolejne lwy i kolejne... W sumie było ich aż 11!!! Co za widok! Najpierw odpoczywały, a potem ruszyły przed siebie. Wydawały naprawdę przerażające dźwięki. Cały dzień nie widzieliśmy dosłownie nic, a na koniec stado lwów. Niedaleko obok zauważyliśmy nieduże stadko antylop. Bałam się, że lwy znowu będą polować i będziemy świadkami jakiejś akcji. Na szczęście lwy nie były zainteresowane..
Po wyjechaniu za bramę parku zobaczyliśmy wielką kopalnię, niby to węgla, ale też o diamentach coś słyszeliśmy. Tu park, a tu taka degradacja środowiska: wydasadzania skał, karczowanie drzew, dziesiątki ciężarówek... Powrót do cywilizacji zawsze jest ciężki. Na ile mogliśmy umyliśmy auto ( zwłaszcza lampy i odblaski), bo słyszeliśmy że policja potrafi wlepić mandat nawet za brudne odblaski. Przy każdym dużym skrzyżowaniu mijamy posterunki policji. No i w końcu zatrzymali nas na jakims kolejnym punkcie. Byli mili, ale zobaczyli że nie mamy tylnego chlapacza. Tłumaczymy, że właśnie w błocie zgubiliśmy go w parku... itd. Nie ma gadki, jest mandat. Chcieli dać nam 10$, ale Adrian utargowal na 5$. Kontrola kontrolą, ale trzeba przyznać że w sumie było.... miło. Pogadalismy, nawet pośmialiśmy się. Musieliśmy trochę opowiedzieć o Polsce. Ten mandat jakoś przeżyjemy. Jak robiliśmy tablice w Botswanie, jeden pan powiedział abyśmy myśleli po afrykansku i też kombinowali jak oni, powiedział również że policja zawsze coś znajdzie - w zgodzie z prawem lub nie. Rozgladamy się więc przez dalszą droga za starymi samochodami i starymi chlapaczami. Nie chcemy płacić mandatów, choć to tutaj norma. Po drodze asfaltowej (z dziurami do łydki w których można się wykąpać) z pięknymi widokami na góry dojechaliśmy do Mlibizi nad jeziorem Kariba. Piękny koniec świata z jednym skrzyżowaniem... Kemping okazał się czystą enklawą, był prowadzony przez białą panią która miała kotki. Z namiotu mieliśmy piękny widok na jezioro i wpływającą tu rzekę Zambezi. Główną atrakcją tutaj jest łowienie ryb. Nas to nie porywa, więc ponudziliśmy się w swoim towarzystwie. Poprosilismy panią o pomoc w sprawie chlapacza. Przysłała do nas pana Murzyna i zrobił nam że starej wycieraczki piękny chlapacz. Sztuka jest sztuka:-). Jeszcze trochę czasu, a przerobimy ten samochód nie do poznania, mamy już nową blachę teraz chlapacz. W podziękowaniu zaplacilismy panu 4$ i daliśmy zapalniczkę w łowickie wzory. Powiedział nam, że jest bardzo szczęśliwy, że dostał od nas taki prezent. Bardzo żalujemy że nie mamy ze sobą ubrań które nie są już nam potrzebne, a które moglibyśmy dać tu ludziom. Nie ma dnia, aby ktoś nie prosił nas o stare ubrania czy buty.
W jeziorze Kariba jak prawie we wszystkich jeziorach w Afryce nie można się kąpać, z powodu chorób które można załapać od wody. Woda musi być przynajmniej przegotowana, aby była bezpieczna dla zdrowia.
Po zdobyciu chlapacza nie pozostało nam nic innego jak spacer, a potem podziwianie okolicy z naszej miejscówki...
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (7)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
Fasolka
Fasolka - 2016-12-23 00:21
Ogladajac zdjecia drogi,nie dziwie sie ze sie zakopaliscie i zgubiony chlapacz :(p.s widok takiego stadka lwow robi wrazenie ;)
 
 
przedsiebie

Ania i Adrian
zwiedzili 32% świata (64 państwa)
Zasoby: 494 wpisy494 1089 komentarzy1089 3217 zdjęć3217 13 plików multimedialnych13
 
Nasze podróżewięcej
 
30.11.2015 - 14.01.2016
 
 
16.10.2014 - 01.12.2014