Geoblog.pl    przedsiebie    Podróże    RPA, Botswana, Zimbabwe, Mozambik 2016    Półtora metra
Zwiń mapę
2017
09
sty

Półtora metra

 
Republika Południowej Afryki
Republika Południowej Afryki, Skukuza
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 13326 km
 
Wstalismy wcześnie rano, czyli po 5, z wielką nadzieją na lepszą pogodę. Zapowiadał się dobry dzień. Wypiliśmy herbatę roiboos i ruszyliśmy, śniadanie mieliśmy zjeść gdzieś po drodze. Pierwsza z bocznych dróg nadal była zamknięta, rzeka przelewala się przez most i ze względu na nurt niebezpieczne było przejeżdżanie na drugi brzeg. Pojechaliśmy na północ inną drogą. Pierwszą widzieliśmy hienę, która mocno czegoś szukała i biegała między samochodami. Ależ to jest brzydkie zwierzę! Jednak oczu oderwać od niej nie można:-). Mimo że jechaliśmy główną drogą, co jakiś czas widzieliśmy kolejne zwierzęta: słonie, antylopy, żyrafy. Nagle zobaczyliśmy przy drodze lwa, a potem kolejne cztery.. Przy drodze leżał martwy bawół, a lwy według ustalonej przez ciebie hierarchii pożerały go. Widok był po prostu niesamowity. Jedno to zobaczyć dzikie zwierzęta, ale drugie to mieć dobre miejsce do oglądania i fotografowania. Odczekaliśmy cierpliwie i udało nam się podjechać blisko lwów. Na dodatek jeszcze jeden z samców najadł się, a potem podszedł i położył się koło naszego samochodu, tak maksymalnie półtora metra od nas... Ale szczęście nas spotkało, być tak blisko lwów! Miałam nieodpartą chęć wyciągnąć rękę i go pogłaskać, ale na szczęście rozsądek mnie nie opuścił.. Muszę przyznać, że nie wytrzymałam pierwszego spojrzenia oko w oko i opuściłam wzrok. Później byłam już bardziej odważna. Każde spotkanie z lwami to wieeelkie przeżycie. Zapomnieliśmy o tym że chce nam się do toalety, że jesteśmy głodni bez śniadania. Napajaliśmy się ta wyjątkową chwilą i niezwykłym otoczeniem. Lwy były zmęczone i nic nie robiły sobie z samochodów które stały przy drodze. Jednak nagle zerwały się i pobiegły. W tej samej chwili nie wiadomo skąd zaczęły przylatywać sępy, dziesiątki sępów, które wręcz rzucały się na martwego bawoła. Za chwilę jeszcze przybiegła hiena i wspólnie z ptakami zaczęły jeść. Ptaki kotłowały się jak piranie, łaziły po sobie, a między nimi rządziła się hiena. Odjechaliśmy kawałek, aby zobaczyć co robią lwy. Po drodze jeszcze zobaczyliśmy nosorożca. Niestety mocno ukrywał się w krzakach i nie podszedł do nas bliżej. Lwy łaziły w lewo i prawo, a potem położyły się w cieniu. Odjechaliśmy znowu kawałek i zobaczyliśmy dwa gepardy. Niestety, nie były tak blisko jak lwy. Dopiero co upolowały malutką antylopę. Smutny to widok, ale takie jest życie i właśnie jesteśmy świadkami prawdziwego życia w buszu. Gepardy były bardzo nerwowe, rozglądały się co chwilę kiedy wspólnie jadły swoją zdobycz. Po chwili i tu pojawiły się sępy, a potem jeszcze dołączyła hiena która latała wokół "kotów" i czekała na swoją kolej. Jak dalej tak pójdzie, to my chyba dziś nie zjemy śniadania.... ;-) Wreszcie dojechaliśmy do Tshokave - miejsca gdzie można coś zjeść, kupić i w ogóle wysiąść z samochodu. Musieliśmy ochłonąć po tych wszystkich wrażeniach i wreszcie coś zjeść. Było to miłe miejsce które odwiedziliśmy rok temu i byliśmy bardzo zaskoczeni bo zostało wyremontowane. Bardzo dobrze jest wiedzieć że park się rozwija i zmienia na lepsze. Odpoczeliśmy i ruszyliśmy dalej na północ. Po drodze mijaliśmy słonie, żyrafy, antylopy. Para chłopaków powiedziała nam że 25 km dalej jest lew. Uznaliśmy że zaryzykujemy i pojedziemy zobaczyć. No i był... Zmęczony, senny obok zabitego bawoła... Znowu niesamowity widok przed nami. Po jakimś czasie lew się znudził i poszedł spać. Sprytnie schował się za bawołem, więc uznaliśmy że wracamy do obozu. W sumie byliśmy dziś w parku 11 godzin, ale chyba był to nasz najlepszy dzień ze wszystkich dni kiedykolwiek spędzonych w parkach. W jeden dzień wiedzieliśmy "wielką piątkę", a to jest wyczyn nad wyczyny (choć niektóre źródła podają że zamiast geparda ma być leopard). Dziś mieliśmy wielkie szczęście, widzieliśmy zwierzęta przy głównej drodze pomimo tego że boczne drogi były pozamykane. Naprawdę nie ma reguły kiedy i gdzie zobaczyć można coś ciekawego.
Park Krugera to według mnie najlepsze (dotychczas odwiedzone) miejsce do oglądania dzikich zwierząt. Można skupić się tylko na oglądaniu, a nie na walce o przetrwanie na drodze, jak to było w Botswanie czy Zimbabwe. Kiedy kierowca jest skupiony na trudnej drodze nie ma możliwości podziwiania otoczenia, kiedy nie ma znaków, drogowskazów i trzeba kombinować jak jechać, aby się nie zgubić na amen, kiedy zakopie się auto w błocie to trzeba je odkopać i nie ma możliwości podziwiania otoczenia... Wszystko jest przygodą oczywiście i naprawdę fajnie to przeżyć. Wielką radością jest jednak oglądanie dzikich zwierząt, które nie płoszą się przy naszym najmniejszym ruchu, a my mamy komfort jazdy i nawigacji. Lew półtora metra od nas... Ach co to był za dzień!!!!! W najśmielszych marzeniach nie myśleliśmy, że tyle możemy zobaczyć w jeden dzień... Dziś już nie padał deszcz.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (19)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
Fasolka
Fasolka - 2017-01-12 09:44
Ale przeżycie!!! Być tak blisko takich zwierzat
 
 
przedsiebie

Ania i Adrian
zwiedzili 33% świata (66 państw)
Zasoby: 505 wpisów505 1103 komentarze1103 3281 zdjęć3281 13 plików multimedialnych13
 
Nasze podróżewięcej
02.04.2017 - 09.04.2017
 
 
 
30.11.2015 - 14.01.2016