Geoblog.pl    przedsiebie    Podróże    Jamajka, Kajmany, Kuba, Meksyk 2018    Colectivo
Zwiń mapę
2019
02
sty

Colectivo

 
Kuba
Kuba, trinidad
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 10733 km
 
Rano okazało się, że dziś jest Dzień Zwycięstwa, wczoraj był Dzień Rewolucji... Generalnie od świąt Bożego Narodzenia są tu jakieś święta i co chwilę nie możemy czegoś załatwić, bo zamknięte. Do Trynidadu autobusy jadą dopiero po południu, więc uznaliśmy, że bierzemy taxi colectivo. Nasza gospodyni pomogła nam je załatwić, za 10CUC (na mieście chcieli 12CUC) za osobę. Od gospodyni dostalismy karteczkę z poleceniem do casy w Trynidadzie, z zaleceniem, że jak nie będzie nam się podobało, to nie musimy wynajmować tego pokoju. Kierowca podjechał po nas pod dom i miał nas zawieźć pod wskazany dom. Jechaliśmy z dwoma francuzami, samochodem z lat 50, starym chevroletem w kolorze czerwieni strażackiej.... Kierowca jechał troche jak szalony, mieliśmy pootwierane wszystkie okna, nie działał prędkościomierz, w czasie drogi wypadł kluczyk ze stacyjki ( nie wpłynęło to na sprawnośc jazdy)... Fantatstyczna przygoda.
Jesteśmy pod dużym wrażeniem w jak dobrym stanie jest większość starych, przecież samochodów. Auto na Kubie jest na wagę złota. Kosztuje majątek, bardzo ułatwia życie, a przede wszystkim pomaga zarabiać pieniądze. Czytaliśmy, że na 1000 Kubanczyków tylko 38 osób ma samochód. Na drogach naprawdę nie ma ruchu, nie widzieliśmy (odpukać) ani jednego wypadku. Stare amerykańskie samochody są piękne, mają duszę, są często wypucowane, wypieszczone, ale że są naprawdę stare, to też często się psują. Wiele razy widzieliśmy jak na poboczu kierowca reperuje auto... Pamiętać też trzeba że nie mają one wspomagania czy klimatyzacji, o pasach bezpieczeństwa czy zagłówkach nie wspomnę...
Po półtorej godzinie dojechaliśmy do Trynidadu. Jest to miasteczko wpisane na listę UNESCO. Tu czas zatrzymał się w 1850 roku kiedy ludzie robili fortuny na handlu, budowali wielkie wille, plantacje... Można tu poczuć klimat minionych wieków, szczególnie kiedy mija się ludzi którzy jadą konno. Miasteczko jest nadal brukowane, ulice są wąskie i tak szczerze mówiąc, to trzeba uważać aby nie połamać nóg, albo w coś nie wdepnąć. Jest tu jakiś urok, ale nas to miasto nie zachwyciło.
Dziś było bardzo gorąco i uciekaliśmy - jak tylko mogliśmy - od słońca. Na dodatek dopadła nas, chyba po lodach, “zemsta lodziarza” (na szczęście lekka), taki lokalny odpowiednik “zemsty faraona’’ z Egiptu. Tym bardziej sił nam brakowało.
Miasteczko choć jest małe, to jest bardzo popularne wśród turystów, zwłaszcza tych ze zorganizowanych grup. Knajpa na knajpie, sklepy z pamiątkami jeden obok drugiego, każdy próbuje zarobić jakieś pieniądze. Tańszego jedzenia trzeba troche poszukać w bocznych ulicach.
Masa zagranicznych turystów niesie za soba pieniądze, ale również złe wzorce. Trynidad to pierwsze kubańskie miasto, gdzie ludzie prosili nas, aby dać im pieniądze, to pierwsze miejsce gdzie dzieci podchodziły do nas i chciały cukierki lub kasę. My rozumiemy skąd bierze się ten mechanizm, ale to nie prowadzi do niczego dobrego. Przyjechali turyści, było im szkoda miejscowych, dali komuś pieniądze... Miejscowi potem wręcz oczekują, że biały da pieniądze, jak nie daje budzi to frustracje i agresję. Znamy to, widzieliśmy to już nie raz w naszych podróżach. Na dodatek uczy ludzi żebractwa, bo po co pracować skoro można nie? To zawsze jest trudny temat, ale ważne jest aby podróżować z głową i doceniać ludzi, ich pracę z rozumem. Daj większy napiwek w restauracji lub za jakąś usługę, zostaw prezent rodzinie w casie za dobre warunki i ciepłe przyjęcie...
Na Kubie nie ma szarej strefy wymiany walut. Tak naprawdę nikt nie jest zainteresowany euro ani tym bardziej dolarami (może jakiś jeden przypadek na lotnisku ). Kurs walut jest jeden, począwszy od lotniska po małe miejscowości. Oczywiście w CADECA (casa de cambio) jest zaawansowana biurokracja, spisywanie z paszportów, czasami wnikanie w stan techniczny waluty. Jeśli tylko nie ma akurat jakiegoś święta, czy długiej kolejki to dość sprawnie można wymienić pieniądze.
W każdej miejscowośc znajdują sie dwa rodzaje sklepów. Odpowiednik Pewexu, w którym można płacić tylko w CUC, jeszcze niedawno dostępny tylko dla turystów, obecnie również miejscowi mogą tu kupować. Asortyment jest bardzo ograniczony, do kilku towarów, ale są to towary z zachodu.... Bardzo popularne są dezodortanty rexona, zabawki dla dzieci, coca cola, proszek do prania. Dla turystów dodatkowo jest duży wybór cygar i rumu. Drugi rodzaj to sklepy, w których podane są ceny w CUP, z bardzo wąskim asortymentem: rum, cukier, papierosy, mąka. Różnica pomiędzy nimi jest szokująca, pod każdym względem: asortymentu, cen, wyglądu. Jeszcze do niedawna restrykcyjnie pilnowano kto może kupować w jakim sklepie. Dziś w Trynidadzie widzieliśmy też prawdziwą, nową, kolorową drogerię....
Dziś okazało się, że musimy zweryfikować plan naszej podróży, ponieważ w związku z feriami, szczytem sezonu nie ma miejsc w autobusie na kilka dni do przodu. Chcieliśmy jechać na północny wschód w okolice Holguin, ale nie mamy się jak tam dostać. Uznaliśmy, że zostaniemy tutaj, w okolicy Trynidadu.
Wieczór spędziliśmy na tarasie, na dachu paląc cygaro i delektując się szklaneczką rumu... ;)
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (19)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
Dzięcioł
Dzięcioł - 2019-01-13 08:33
Bardzo lubię Wasze podejście do życia
 
 
przedsiebie

Ania i Adrian
zwiedzili 37.5% świata (75 państw)
Zasoby: 595 wpisów595 1249 komentarzy1249 4056 zdjęć4056 14 plików multimedialnych14
 
Nasze podróżewięcej
11.12.2018 - 30.01.2019
 
 
31.10.2017 - 15.12.2017
 
 
02.04.2017 - 09.04.2017