Geoblog.pl    przedsiebie    Podróże    Jamajka, Kajmany, Kuba, Meksyk 2018    Fiesta
Zwiń mapę
2019
20
sty

Fiesta

 
Meksyk
Meksyk, Zinacantán
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 13999 km
 
Rano poszliśmy do hostelu Iguana, aby spotkać się z mężem Moniki, który organizował wyjazd do wioski Zinacantan na święto Św. Sebastiana. Pojechaliśmy wyżej, w góry, całkiem sporą grupą lokalnym colectivo. Niestety, dziś pogoda nas nie rozpieszczała, było zimno, padał deszcz i była mgła.
Po drodze na fiestę zaszliśmy do znajomych naszego przewodnika, którzy prowadzili sklep ze strojami ludowymi przyozdobionymi lokalnymi, haftowanymi wzorami. Poczęstowali nas alkoholem z kukurydzy, przepysznymi tortillami własnej roboty ( nie miały one specyficznego zapachu i były bardziej żółte niż te z tortilleri wyrabianymi w miastach).
Miasteczko było przystrojone girlandami, stały dwie wielkie sceny, a wokół centrum cała masa kramów ze stoiskami. Ludzie tłoczyli sie w grupach, osobno kobiety i dzieci, osobno mężczyźni. Wszyscy próbowali się jakoś ogrzać.
Mieszkańcy Zinacantan należą do grupy etnicznej Tzotzil. Wszyscy byli odświętnie poubierani. Kobiety miały na sobie czerwono-fioletowo-różowe stroje, panowie mieli peleryny w takich samych kolorach, wszystko pięknie ozdobione haftami. Duża część mężczyzn była jednak przebrana w jeszcze inne stroje... Wyglądali jak drzewne mchy, czarnoskórzy, opierzone węże (w dziobach mieli kolby kukurydzy), jaguary... Słów nam brak, aby opisać co widzieliśmy... Co jakiś czas pojawiała się nowa grupa przed kościołem i tańczyła swoje tańce. Było bardzo głośno, co chwilę wybuchały fajerwerki. Na głównym placu stało też drzewo na które mieli wspinać sie panowie (nie widzieliśmy akurat tego niestety). Tak szczerze mówiąc, to nie mogliśmy ogarnąć tego wszystkiego.. było dużo, głośno, kolorowo... Oczywiście wszystko ma swoją symbolikę, mniej niż bardziej dla nas zrozumiałą... Było to całkowite wymieszanie wiary katolickiej z wierzeniami majów.
Oczywiście panowie zakrapiali imprezę dużą ilością alkoholu. Na placu stały zgromadzone kanistry, różnej wielkości i koloru. Myślę, że alkohol, oprócz złudnego poczucia ciepła, dodawał im też odwagi do udziału w tańcach, przebierańcach i hulańcach...
Same kościoły też były odświętnie ubrane, począwszy od masy kolorowych, żywych kwiatów po świeże owoce. Figurki świętych miały zawieszone na piersiach lusterka, na ziemi leżała trawa i igliwie. W jednym z kościołów na środku stał stół z popielniczkami. Paliło się dużo świec, a za świeczniki “robiły” posągi różnych zwierząt. Aha, w kościołach nie można robić zdjęć.
Tak naprawdę chętnie byśmy zostali w Zinacantan do wieczora, ale przemarzliśmy do szpiku kości i po 16-tej zjechaliśmy do San Cristobal.
W głowach mamy niezły bigos po tym co zobaczyliśmy dzisiaj. Dziwny jest ten świat i tyle.... Dziś był nasz najzimniejszy dzień podczas tej podróży po Ameryce.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (32)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
przedsiebie

Ania i Adrian
zwiedzili 38.5% świata (77 państw)
Zasoby: 627 wpisów627 1290 komentarzy1290 4344 zdjęcia4344 14 plików multimedialnych14
 
Nasze podróżewięcej
02.11.2019 - 08.12.2019
 
 
11.12.2018 - 30.01.2019
 
 
31.10.2017 - 15.12.2017